Strony

wtorek, 30 września 2014

Cellublue - pomocnik w walce z cellulitem

Witajcie :)

Ten post miałam napisać już w piątek, ale zrobiłam sobie weekend bez bloga :)
Weekendy to oczywiście mój ulubiony czas w tygodniu. Chyba się nie dziwicie. W końcu mogę spędzić cały dzień z moim Junioreczkiem , choć ten facet chyba mnie niedługo przerośnie :)

Ale nie o tym przecież chciałam dzisiaj pisać, tylko o takim małym urządzonku, które od miesiąca wspomaga moją pielęgnację, szczególnie ud, pośladków i brzucha.
A mowa o CELLUBLUE.



Łatwy w użyciu
System ssący pomaga masować Twoją skórę podczas wykonywania ruchów opisanych w instrukcji obsługi. Używanie CelluBlue jest niezwykle proste i nie wymaga żadnych przygotowań.
Potwierdzona skuteczność
Rezultaty są widoczne już po 3-4 tygodniach codziennego używania.
CelluBlue jest tani, nie zużywa energii elektrycznej, może być użyty wielokrotnie.
Hypoalergiczny
CelluBlue jest zrobiony z medycznego silikonu. Mogą go używać nawet alergicy! Wyczyścisz go za pomocą odrobiny mydła i wody.
Dzięki małemu rozmiarowi i niewielkiej wadze możesz zabrać CelluBlue ze sobą wszędzie. Z łatwością zapakujesz go do walizki i torebki.
Czym jest CelluBlue?

Za pomocą CelluBlue możesz odtworzyć ruchy słynnego masażu palpate roll.
Masaż ten odznacza się wysoką skutecznością w walce z cellulitem i skórką pomarańczową. Za pomocą naszego kubeczka uzyskasz imponujące efekty w ciągu paru tygodni. CelluBlue może być użyty przy różnych rodzajach cellulitu: mieszanym, tłuszczowym, wodnistym, czy włóknistym.

Jak CelluBlue oddziaływuje na moją skórę?
pożegnaj się na zawsze z cellulitem i skórką pomarańczową!
Masaż za pomocą CelluBlue naśladuje ruchy masażu palpate roll.
Zasysając fałdy skóry, CelluBlue pomaga wyzwolić lipolizę, czyli usuwanie tłuszczu z komórek tłuszczowych, oraz aktywować i optymalizować cyrkulację żylną i limfatyczną. Skóra staje się lepiej napięta!


Cena to ok. 19 €, do nabycia TUTAJ
Profil Cellublue na FB







Wygląda niepozornie, ale to wygodne urządzenie do masażu.
Wbrew pozorom, metoda nie jest innowacyjna, ponieważ działa na tej samej zasadzie, co znane wszem i wobec "banki chińskie".  Pod wpływem ściśnięcia i przyłożenia do skóry, możemy ją delikatnie zassać do środka i wykonywać masaż. Masaż może być oczywiście wykonywany bez zassania skóry i w ten właśnie sposób masowałam sobie brzuch. A uda i pośladki mają grubszą skórę, więc w tych miejscach mogłam sobie pozwolić na mocniejsze masowanie, z zassaniem skory właśnie.
Skórę na masaż trzeba przygotować. poprzez nałożenie olejku ( najlepiej), należy również pamiętać aby masaż wykonywać kolistymi ruchami w stronę do serca.
Używałam Cellublue codziennie lub co drugi dzień. Najczęściej z olejkiem MultiOils Bomb od Evree lub z oliwką HIPP. Połączenie działania masażu z działaniem olejku daje bardzo dobre rezultaty.  Choć cellulit oczywiście całkowicie nie znika ( ale może przy długotrwałym używaniu ), to jest go po miesiącu jakby mniej a skóra jest gładka w dotyku i bardziej jędrna. To samo można by było uzyskać przy używaniu baniek chińskich ale.... I tu zapytacie "Dlaczego wydawać 80 złotych na jedną rzecz, skoro za około 40 zł mogę dostać komplet 4 chińskich baniek?"
Ja mogę odpowiedzieć na to pytanie tylko na podstawie własnych doświadczeń.
Miałam komplet baniek chińskich i robiłam do nich kilka podejść, po czym zestawu się pozbyłam. Dlaczego? Bańki w komplecie są 4, ale dwie duże są bardzo niewygodne w użyciu na sobie samej. Dla mnie były za duże i ciężko nimi było cokolwiek zrobić. Dwie mniejsze były juz całkiem ok, najczęściej próbowałam używać tej drugiej w wielkości. Bańki miały to do siebie, że można nimi dość mocno zassać skórę. Wiem, że dla kogoś to może być plus ale ja zrobiłam sobie ze 2 razy siniaki a poza tym bardzo mnie to bolało. Tak więc pierwszym minusem była dla mnie siła ssące, która w przypadku Cellublue nie jest tak duża i zasypany tylko trochę skóry, odczuwam lekki dyskomfort ale nie jest to ból.





 
Druga sprawa to wykończenie części, która dotyka skóry. W bańkach było to dość ostre zakończenie, które powodowało dodatkowe drapanie skóry, a masaż bez zasysania był drapaniem zwykłym. W przypadku Cellublue ta część jest ładnie wykończona, "na okrągło", wiec obszar brzucha ( a w czasie okresu również pozostałych części - aby nie zasypać wtedy skory) można wykonać przy samym przyciskaniu Cellublue do skóry.
Higiena - Cellublue o wiele łatwiej umyć. Tworzywo, z którego jest zrobiony jest dobrej jakości, nie śmierdzi. I jest wygodniejsze niż bańki.


To tyle z mojej strony. Mam nadzieję, że post Wam się przyda :)
Ja nie mogę się doczekać używania Cellublue z olejkiem drenującym z Pat & Rub :)

Pozdrawiam
Ania / Kosmetykoholizm

poniedziałek, 29 września 2014

Perfumy na jesień, które bardzo bym chciała :)

Hej :)

Jesień przyszła, teraz nawet jest ładnie a mnie zbiera na jakieś fajne perfumy.
Znów zaczęłam zbiórkę 5złotówek w skarbonce, najprawdopodobniej na pierwszy rzut pójdą Juliette Has a Gun Lady Vengeance, o których pisałam już kiedyś, ale niestety nadal ich nie nabyłam. O Giorgio Armani Si też już pisałam w liście zakupów na 2014, ale póki co nabyłam tylko ich odpowiednik z La Rive "In" i przekonały mnie one, iż "Si: musze koniecznie kiedyś nabyć.

Ostatnio poczyniłam też kilka zakupów w YvesRocher, więc buteleczek mi nie brakuje, ale... chyba jednak czas stawiać na konkretne zapachy.

Perfumy, które bym chciała sobie kupić w najbliższym czasie :)
Juliette Has a Gun - Lady Vengeance

Giorgio Armani - Si

Gucci - Guity


To są moje pierwsze pozycje na zapachowej liście zakupowej :)
Mam nadzieję, że uda mi się je w miarę szybko zrealizować :)

A co Wy polecacie na jesień i zimę?

Ania / Kosmetykoholizm

czwartek, 25 września 2014

Skończył się :( Evree Multioils Bomb

Cześć!

Końcem lipca pokazywałam Wam olejek Multioils Bomb i opowiadałam o swoim pierwszym wrażeniu. Zapraszam Was do przeczytania TEGO postu, gdzie znajdziecie kilka informacji o olejku.
Kosmetyk ma za zadanie odżywienie, wygładzenie i ujędrnienie skóry. A jak się sprawdził u mnie to zaraz Wam opowiem :)






Znacie już mój stosunek do olejków do ciała? Nie znacie? To powiem tylko tyle - jest taki jak do peelingów do ciała! Mhm... Dobrze myślicie. Baaaardzo je lubię. Przy okazji nakładania olejku wykonuję masaż, który mojej skórze jest raczej dość potrzebny. Od olejku oczekuję aby dobrze się wchłaniał, ale... też nie za szybko, aby zdążyć ten masaż wykonać. Tym bardziej, iż ostatnio do masażu używam takiego jednego urządzonka, o którym Wam opowiem jutro :)
Wracając do tematu - olejek ma wchłanianie takie akurat - jeżeli użyję go bardzo niewielką ilość to wchłania się szybciutko a gdy chcę i mam czas dłużej się pomiziać to nakładam go po prostu większą ilość i jest super.

Działanie. Używałam olejku średnio co drugi dzień wieczorem i pieczołowicie wcierałam go w ciało. Po czasie widać poprawę jędrności i gładkości skóry. Moje rozstępy są niestety na tyle stare, że no... olejek to niestety na nie za mało. Ale jako pielęgnacja skóry jest bardzo dobry. Nawet moje łydki były w miarę zadowolone i wytrzymywały do samego rana bez swędzenia,  rano musiałam je jednak poprawiać jakimś emolientowym balsamem. Ale to moje łydki, one są dziwne.
Olejek nakładałam tylko na suchą skórę, taką zaraz po kąpieli ale wytartą ręcznikiem. Nie próbowałam na mokrą. No i nie wypróbowałam go również na włosy, mam awokado, a ten był dobry do ciała, więc po co :)
Olejek wczoraj się właśnie skończył, wylałam ostatnie kropelki :( Szkoda, ojjj szkoda, bardzo przyjemnie mi się go używało.



 
I zapach... już pisałam w poście o pierwszym wrażeniu, że zapach bardzo mi się spodobał. Jest to zapach dość ciężkich, słodkich perfum, których nadal nie skojarzyłam. Swoją drogę podobnie pachnie krem z Dax Cosmetics, idealnie się ze sobą łączyły w wieczornej pielęgnacji. 

A wiecie, ze do 30.09 w Rossmann jest promocja na olejki Gold Argan oraz Multioils Bomb Evree, oba są w cenie 21,99 zł. Tylko do wtorku, także spokojnie możecie sobie mykać do Rosska po olejki :)
Jak wiecie teraz otrzymałam do testów olejki do twarzy, więc zobaczę jak się sprawdzą i na pewno dam Wam znać. A z olejków do ciała wskakuje u mnie teraz: Go Argan Truskawka, już wypróbowany kilka razy, ale z kolejki wyparł go właśnie Evree, a później będzie drenujący Pat & Rub.




Idzie jesień, więc idą olejki :)
Dajcie znać czy miałyście z nim styczność :) A może coś ciekawego jeszcze polecacie?

Ania / Kosmetykoholizm

Zapraszam Was również na:


środa, 24 września 2014

INGLOT Puder do konturowania 505, Róż z rozświetlaczem 204

Hej,

Na moim blogu zdecydowanie jest za mało kolorówki. Nie wiem. Może to dlatego, że tak ciężko jej zrobić dobre zdjęcia :)
A przecież kolorówki mam sporo, uwielbiam ją :)
I co jakiś czas wpada też coś nowego.
Tym razem wystarczyło, że przechodziłam obok wyspy Inglot i... stało się :)
Wiedziona pokuszeniem przez Maxineczkę i Natalię zerknęłam na puder do konturowania / bronzer w odcieniu 505. Obok były róże, więc... skusiłam się na róż z rozświetlaczem jeszcze. No i kasetkę, ponieważ nie miałabym w czym trzymać tych kosmetyków :)



HD Sculpting Powder
Puder HD do konturowania twarzy
Odcień 505

No właśnie. To nie jest bronzer. To puder. O bardzo miałkiej i delikatnej konsystencji. Odealnie nabiera się na pędzel.
To kosmetyk, z którym bardzo , ale to bardzo ciężko przesadzić. Cudownie się rozciera, wtapia w skórę, tworzy tak naturalne konturowanie, jakiego nie daje mi nawet Bahama Mama z the balm. Kolor można budować, dokładać.
Jest trwały, cały dzień na twarzy to dla niego nie problem.
Jest świetny i zastanawiam się jeszcze nad innym odcieniem, tym jasnym do rozświetlania ( 503 chyba, albo 501). Ciekawił mnie również odcień 502, który bardziej przypominał mi właśnie Bahama Mama w kolorze, był jednak nieco cieplejszy. Miałam jednak wrażenie, że miał lekko inną konsystencję i mógł bardziej pylić. Ale co - pewnie kiedyś to sprawdzę :)
Pojedynczy bronzer w postaci wkładu to cena 29 zł / 5,5 g. Za tak świetny kosmetyk to są po prostu grosze.

Zdjęcie z lampą, część światła odbiła się od lusterka :)
Zdjęcie z lampą

Zdjęcie bez lampy, w słabym naturalnym świetle



Fashion Blush & Illuminator
Róż z rozświetlaczem
Odcień 2014

Wybrałam odcień 204, który najbardziej pasuje do mojej karnacji. Połączenie różowych i brzoskwiniowych tonów i delikatnie różowy rozświetlacz.
Rozświetlacza nie stosuję samodzielnie, wolę w tym celu MAC Soft& Gentle albo thebalm Mary-Lou Manizer, ale...
Jeżeli chcę róż tylko z matowym wykończeniem , nabieram na pędzel róż tylko z tej większej części, a jeżeli chcę nieco więcej blasku, satynowego wykończenia, to na pędzel nabieram kosmetyku z całego wkładu.
Też jest bardzo delikatny i nie sposób bezwiednie zrobić sobie nim krzywdę.
Cena różu to 25 zł./ 6g


róż, rozświetlacz, bronzer; światło lampy

Od lewej: Róż, Rozświetlacz, Bronzer; słabe światło dzienne, po bronzerze widać jak fantastycznie się rozciera



Z obu kosmetyków jestem bardzo zadowolona. Makijaż wykonany m.in. nimi mogłyście zobaczyć TUTAJ.


I jak się Wam podobają?
Ania / Kosmetykoholizm

Zapraszam Was również na:

wtorek, 23 września 2014

Pojawiło się dzisiaj :)

Miałam napisać inny post dzisiaj, ale.... Przyszły do mnie paczuszki, które chciałam Wam pokazać :)
Tak na szybko :)

1. Olejek do ciała Evree pojawi się na blogu jeszcze w tym tygodniu, a dzisiaj... Otrzymałam od marki dwa olejki do twarzy :)




2. Uwielbiam promocję -50% na Pat&Rub! Tym razem promocja dotyczyła 10 kosmetyków, spośród których wybrałam coś dla siebie :) no, jest tu jeszcze coś dla moich koleżanek :)



Seria hipoalergiczna to moja ulubione seria zapachowa :) 
Tym razem wypróbuję olejek drenujący również oraz balsam z serii rozgrzewającej :) Pachnie obłędnie!

Pozdrawiam,
Ania / Kosmetykoholizm


poniedziałek, 22 września 2014

FlosLek Opuncja & Biała Herbata

Hej!

Na blogu chyba się jeszcze nie chwaliłam. Jakiś czas temu dostałam dużą pakę kosmetyków od marki FlosLek :)
Bardzo lubię ich kosmetyki. Żel pod oczy ze świetlikiem jest obowiązkową pozycją w mojej kosmetyczce już od średniej szkoły. A to było całkiem dawno temu :)
Jednym z otrzymanych kosmetyków było masło do ciała z serii Opuncja & Biała Herbata. Tak się złożyło, że ze 2 tygodnie wcześniej zaczęłam używać też balsamu do ciała z tej samej serii zapachowej :). Dlatego dzisiaj o obu tych kosmetykach :)



Masło do ciała Opuncja & Biała herbata

Ekstrakt z opuncji łagodzi, zmiękcza i wygładza skórę suchą, wrażliwą i alergiczną, naturalne oleje roślinne słonecznikowy, babassu, masło Shea i oliwa z oliwek natłuszczają i zmiękczają skórę. Latem doskonale regeneruje skórę przesuszoną i odwodnioną wskutek intensywnego opalania, zimą wygładza, uelastycznia i zapewnia prawidłowe nawilżenie i natłuszczenie skóry, która jest poddana działaniu centralnego ogrzewania.

- intensywna regeneracja skóry (97% badanych) - zmniejszenie uczucia napięcia i szorstkości (97% badanych) - bardzo dobre nawilżenie skóry (po 5h nawilżenie jest o 60% większe od początkowego) Skóra sprężysta i aksamitna w dotyku, odpowiednio nawilżona i natłuszczona.


INCI: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Cyclomethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate , PEG-100 Stearate, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Octyldodecanol, Hydrogenated Polyisobutene, Lanolin Alcohol, Olea Europaea Fruit Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Orbignya Oleifera Seed Oil, Cetyl Alcohol, Parfum, Butyrospermum Parkii Butter, Propylene Glycol, Opuntia Ficus-Indica Extract, Methylparaben, Propylparaben, CI 47005, CI 14700, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional.

Masło do ciała miałam juz wcześniej w wersji Mango & Marakuja i bardzo, bardzo je lubiłam, o czym możecie przeczytać TUTAJ
To masełko różnie się od tamtego tylko zapachem i kolorem a działanie jest identyczne :) Jak dla mnie świetne masełko, ale powtarzać się nie będę, odsyłam Was do TEGO POSTU.
Szybko tylko wspomnę, że ma świetną maślaną konsystencję i w ogóle smarowanie się nim to sama przyjemność.





Więcej za to napiszę o 
 Kaszmirowy Balsam do Ciała
Opuncja & Biała Herbata


Znosi uczucie ściągania i napięcia po kąpieli, delikatnie chłodzi - wyraźnie poprawia nawilżenie skóry - zmiękcza i wygładza skórę, poprawia jej napięcie i sprężystość. wzbogacony ekstraktem z opuncji o działaniu zmiękczającym i wygładzającym
Efekt:  Dobrze nawilżona, miękka, gładka i sprężysta skóra.


INCI:
Aqua, Propylene Glycol, Ethylhexyl Stearate, Arachidyl Alcohol, Behenyl Alcohol, Arachidyl Glucoside, Caprylic/Capric Triglyceride, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Butylene Glycol, Laminaria Hyperborea Extract, Lanolin, Butyrospermum Parkii Butter, Dimethicone, Parfum, Cetearyl Alcohol, Panthenol, Hydrolyzed Keratin, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Mentha Piperita Extract, Opuntia Ficus-Indica Extract, Tocopheryl Acetate, Triethanolamine, Carbomer, Allantoin, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Disodium EDTA, C.I.47005, C.I 14700, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional.


Ma dość rzadką konsystencję, która świetnie się rozprowadza o daje, uwielbiane przeze mnie, uczucie głębokiego nawilżenia, jakby mokrej skóry. Skóra w dotyku jest sucha ale wydaje się jakby była wilgotna. Ten efekt utrzymuje się około godziny. Jest idealny gdy nasza skóra wola pić. 
Po użyciu skóra jest gładka ale w inny sposób niż po maśle. Balsam nie tworzy warstwy okluzyjnej na skórze, ani filmu, a jednak po jego użyciu skóra jest bardzo przyjemna w dotyku.
Daje przyjemne uczucie odświeżenia. Po części to zasługa zapachu, po części tego nawilżenia.
Produkt był dla mnie idealny w te gorące dni ( choć tak mało ich był, niestety).
Obietnice producenta - wg mnie są spełnione - dobrze nawilżona skóra staje się gładka, jędrna i sprężysta :) I taka świeża!

Stosowałam go w sumie tylko w ciepłe dni. Szybki prysznic po pracy i orzeźwiający balsam do ciała.
Balsam jest dość rzadki, szybko się wchłania i przez to jest nieco mało wydajny. Dla mnie nie jest to jakimś dużym minusem, bo na brak kosmetyków nie narzekam, ale gdyby ktoś chciał wiedzieć :)
Używałam go kilka razy na nóżki Juniorka i nie miał żadnej reakcji alergicznej.

FlosLek Opuncja & Biała Herbata / po lewej masło / po prawej balsam


To, co łączy serię, to oczywiście zapach.
Jest bardzo świeży, pobudzający, lekki ale jednocześnie długotrwały. To zdecydowanie nuta zielona. Jeżeli można porównać zapach do smaku to ten jest dla mnie jak zielona herbata z opuncją. Ja bardzo często łączę zapachy ze smakami i tak właśnie jest w tym przypadku. Aromat opuncji połączony z herbatą.
Na skórze utrzymuje się około 3 godzin, a przynajmniej tyle czasu ja go czuję. Szybko przyzwyczajam się do zapachów, więc nie wiem czy go nie czuć czy tylko ja nie czuję.


Czy mam coś do zarzucenia tym kosmetykom? Tylko jedno!
DOSTĘPNOŚĆ!!! I powtarzam to w niemal każdym poście dotyczącym tej marki! Dlaczego tak ciężko dostać stacjonarnie te kosmetyki? Polska firma, dobre ceny, świetne kosmetyki. To ja się pytam, dlaczego nie ma ich w każdej drogerii? jedynym kosmetykiem, jaki widzę, są żele ze świetlikiem. A gdzie reszta?
Ja rozumiem, iż wiele ludzi kupuje teraz w sklepach internetowych, ale nie wszyscy przecież. Sama chciałabym mieć bezproblemowy stacjonarny dostęp do marki. I co? Pstro!

Drogi FlosLeku - zadbaj o nas i pomyśl, proszę, o rozszerzeniu dostępności stacjonarnej. Plizzzz :)

Pozdrawiam,
Ania / Kosmetykoholizm

Zapraszam Was również na:


Kosmetykoholizm na Niedzielę w poniedziałek :)

Hej,
Ten post miał się pojawić dzisiaj ( a w zasadzie już wczoraj) :) Jednakże cały dzień pochłonął Juniorek. Dzień był cudowny, pełen uśmiechów, czekałam na taki od kilku miesięcy. Od razu mi lepiej :) Jest cudownie :) <3

Chciałam Wam pokazać moje ulubione cienie na oku.
Ostatnio to właściwie mogłabym używać tylko tego jednego cienia, no czasami dwóch.
Tender Caramel z Loreal to ostatnio mój HIT. Sięgam po niego niemal codziennie. Idealnie pasuje do mojej karnacji, otwiera oko, trzyma się cały dzień.
Puder do konturowania 505 z Inglot to kolejny kosmetyk, w którym jestem zakochana i to po tygodniu od zakupu.


Tak się przedstawia mój dzisiejszy makijaż i włosy :)










Użyłam :)
Pierre Rene Skina\ Balance - mix odcieni 20 i 21
Oriflame Illuma Flair korektor
Cienie Loreal Infaillible Tender Caramel oraz Endless Chocolate
Maybelline Collossal Volume
AVON  Schock
MIYO cień 08 Cofee - jako cień do brwi
MIYO puder ryżowy
Inglot puder HD do konturowania 505
Inglot róż z rozświetlaczem 204
the Balm Mary-Lou Manizer
Pierre Rene pomadka 08
 Włosy : Silk Curling Wand Remington, of kors!

Gdyby ktoś pytał o naszyjnik :)
EBAY ;) coś około 16 zł :)

Miłej nocki,
Ania / Kosmetykoholizm


Zapraszam Was również na:



sobota, 20 września 2014

Ulubieńcy do włosów ostatnich miesięcy

Hej!

To mój mój pierwszy post tego typu.
Nigdy wcześniej nie pisałam o swoich ulubieńcach z ostatniego okresu. Może jakoś nie zwracałam takiej uwagi na rzeczy, które szczególnie zawładnęły moim sercem czy też ciałem, skórą, włosami.
A dzisiaj tak mi się zachciało pokazać kilka rzeczy, które bardzo, bardzo lubię, bardzo często używam.
 NAJ W KATEGORIA WŁOSY



Maska regenerująca do włosów Pat&Rub. Moje włosy ją uwielbiają. Co prawda drażni mnie nieco jej zapach, który zostaje na włosach pomimo zmycia jej szamponem. Ale włosy są po niej tak cudowne w dotyku.... cudo!
Niedługo przeczytacie o niej nieco więcej :) Mam ochotę na szampon i odżywkę z linii regenerującej.



Serum Toni & Guy - pisałam już TUTAJ. Nic dodać nic ująć. Pomimo tego, że jeszcze nie skończyłam poprzedniego opakowania to kupiłam w CND w Rossmann kolejne. Myślałam, że jest niewiele lepsze od jedwabiu z Green Pharmacy, myliłam się. Jedwab GP ani się nawet nie umywa do T&G



Olej Awokado z Manufaktury Kosmetycznej. Idealnie bnawilża moje włosy. Lada dzień o nim usłyszycie, a raczej przeczytacie.



 Lokówka stożkowa Silk Curling Wand od Remington. Dzięki niej uzyskuję loki, o jakich zawsze marzyłam Doszłam już do wprawy i zakręcenie włosów zajmuje mi nie więcej niż 15 minut :) Jestem z niej niesamowicie zadowolona.



Dajcie mi znać czy macie ochotę na takie posty z innych dziedzin :)
Pozdrawiam,
Ania

piątek, 19 września 2014

BANDI - Antyoksydacyjny krem pod oczy

Hej :)

Biorąc się dzisiaj za ten wpis, uświadomiłam sobie jak jestem do tyłu z kosmetykami, o których chciałabym napisać. Ten krem. Skończyłam go już dobry miesiąc temu i nie mogłam się jakoś zebrać. A powinnam. Powinnam, bo krem fajny był i warto o nim napisać.
Marka Bandi przewinęła się jakiś czas temu przez blogi a teraz wydaje mi się nieco zapomniana. Szkoda. Kosmetyki mają fajne, ceny... no - do przełknięcia. Nie używałam jakoś wielu ale to, co miałam, spisywało się dobrze.
Cały czas zastanawiam się nad zakupem kremu z kwasami :)
Zaraziłam tą marką swoją koleżankę, która zakochała się w balsami brązującym z drobinkami. Też go bardzo lubię, zużyłam dwie butelki i w sumie to muszę sprawdzić czy ja już o nim pisałam czy nie :)
Teraz mam też krem nawilżający do twarzy z ShinyBox, ale na razie użyłam go może 2 razy :)
Wróćmy do tematu :)



Profilaktyka przedwczesnego starzenia się skóry wokół oczu. Preparat nawilża, poprawia elastyczność i napięcie skóry, ma właściwości kojące oraz łagodzące. Zawiera antyoksydanty, dzięki czemu neutralizuje wolne rodniki. Bogactwo składników aktywnych gwarantuje prawidłową i skuteczną pielęgnację wrażliwej skóry wokół oczu. Produkt bezzapachowy.

Składniki aktywne    
Wyciąg z białej i zielonej herbaty, Masło Shea, D-panthenol, Mukopolisacharydy, Witaminy A i E, Olej avocado

Stosowanie    
Nanosimy preparat rano i wieczorem na okolicę oczu.

INCI    
Aqua/Water, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Butyrospermum Parkii (Shea Butter),  Decyl Cocoate, Ethylhexyl Stearate, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Stearyl Alcohol, Panthenol, Steareth-7, Steareth-10, Tocopheryl Acetate, Glycosaminoglycans, Camelia Sinensis Leaf Extract, Camelia Sinensis Extract, Retinyl Palmitate,  Arachis Hypogea (Peanut) Oil, Tocopherol, Allantoin, Propylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Carbomer, Triethanolamine, Disodium EDTA, Sodium Metabisulfite, Sodium Sulfite, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin





Pierwszą rzeczą, którą sobie bardzo cenię, jest opakowanie. Butelki z pompką typu air-less jest dla mnie idealny. Bezproblemowo można wycisnąć małą porcję, nie wkładamy paluszków jak do słoiczka, powietrze nie dostaje się do środka, nic się nie wyleje. SUPER!
Pojemność kremu to 30 ml - dużo jak na krem pod oczy, używałam go bardzo długo, pomimo tego,że go sobie nie żałowałam i nakładałam rano i wieczorem. Używałam go chyba 4 miesiące, jak nie lepiej. Niestety nie pamiętam dokładnie kiedy go otworzyłam.





Krem posiada delikatny zapach, niemal niewyczuwalny. Ma dość gęstą konsystencję, bogatą. Na skórze rozprowadza się dobrze, ale lepiej go wklepać niż rozsmarowywać. Przez dłuższą chwilę czuję go na skórze, wchłania się powoli, tak do 5 minut. Na noc nakładałam grubszą warstwę a cieńszą na dzień, aby nic nie działo się z makijażem.
Krem świetnie odżywia skórę. Jest po nim dobrze napięta, ładna. Zmarszczki? Szczerze przyznam, ze nie zwracam na nie jakiejść szczególnej uwagi. Mam kurze łapki wokół oczu, ale co im zrobię. Niech sobie tam są :). Jedyne, co mogłabym kremowi zarzucić - mógłby lepiej nawilżać. Ja lubię uczucie dogłębnego nawilżenia i tego tylko mi w tym kremie brakowało. Poza tym - był bardzo dobry i przyjemnie mi się go używało.

Jakich kremów pod oczy Wy używacie? Ja teraz mam Sylveco a w kolejce Mineral Therapy z Flos-Lek. O Sylveco przeczytacie już niedługo :)

Miłego weekendu,
Ania

środa, 17 września 2014

Make Me Bio - krem Featherlite - czy jest lekki jak piórko?

Witajcie :)

Make Me Bio
marka, która  pojawiła się nagle  na blogach i zaczęła kusić :)
Ja swój krem dostałam na spotkaniu blogerek. Mały słoiczek z ciemnego szkła  z piękną szatą graficzną, która idealnie  wpisuje się w moje gusta. Krem z przeznaczeniem akurat do mojej cery, więc tym bardziej byłam zadowolona. Czy Featherlite jest lekki jak piórko?



Make Me Bio Featherlite
Lekki krem dla skóry tłustej i mieszanej




    Wiemy jak trudno jest znaleźć idealny krem do cery tłustej i mieszanej dlatego z uwagą stworzyliśmy idealny produkt do pielęgnacji Twojej skóry. Tłoczony na zimno olej z orzechów laskowych jest lekki i szybko się wchłania wzmacniając naczynia włosowate i równocześnie  ujędrniając i nawilżając skórę. Fantastyczny olej jojoba w połączeniu z wodą z kwiatu pomarańczy reguluje gruczoły łojowe a olej z grejpfruta tonizuje i rozjaśnia skórę!

    Składniki/Ingredients (INCI): Citrus Aurantium Dulcis (Orange Blossom) Flower Water, Corylus Americana (Hazelnut) Seed Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Cetearyl Glucoside, Glycerin, Tocopherol (Vitamin E), Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Dehydroacetic Acid, Citrus Grandis (Grapefruit) Oil, Limonene*    *Naturalnie występujące olejki eteryczne



Pierwsze, co zwraca uwagę po otwarciu opakowania, to piękny zapach. Pomarańczowo - grejpfrutowy, przyjemny, choć dość intensywny i przez dłuższą chwilę utrzymujący się na skórze. Czasami mnie to drażniło, ale... to chyba w te dni, kiedy drażni mnie wszystko :)
Krem w swojej konsystencji nie jest bardzo lekki, ale na twarzy rozprowadza się dobrze. Wchłania się... różnie. Czasami moja skóra wchłania go momentalnie, a czasami czułam jakby nie mógł się wchłonąć i tworzył na twarzy warstwę. Nie wiem od czego to zależy. Nie od ilości kremu, ponieważ zawsze używam niemal identycznej. Chyba bardziej od temperatury.
Gdy zaczęłam go używać wiosną, gdy było chłodno, to było wszystko ok. Mogłam go używać na dzień, fajnie nawilżał, makijaż bezproblemowo się na nim utrzymywał. Gdy jednak zrobiło się trochę cieplej to zaczęły się problem z zachowaniem się kremu w ciągu dnia. Niby dobrze się wchłaniał, ale zaczął zostawiać na twarzy film i lekko bielił przy nakładaniu. Ten sam podkład zaczął na nim warzyć ( wcześniej tego nie było, na innym kremie też było ok, więc nie podejrzewam o to podkładu). Przez dzień cały czas czułam, że krem przeszkadza mi na twarzy, więc zaczęłam używać go tylko na noc.  W tej roli spisał się bardzo dobrze - rano twarz była dobrze nawilżona, nie była przetłuszczona, miękka i delikatna.
I w taki właśnie sposób wykończyłam go niemal do dna. Została mi reszteczka, którą dałam koleżance. Jej krem bardzo przypadł do gustu, też używała go na noc.



Według mnie to bardzo dobry krem, ale do lekkości piórka nieco mu brakuje. Spotkałam się z opinią, iż potrafi zapychać, choć u mnie nic takiego nie miało miejsca. Jest to jeden z droższych kremów oferowanych przez markę Make Me Bio. 69 zł . Uważam jednak, iż za ten skład warto zapłacić. Wiele osób jest tym kremem po prostu zachwyconych, i wcale im się nie dziwię. Ja jest tylko ;) bardzo zadowolona :)



Co znacie z tej marki? Możecie coś jeszcze polecić?

Pozdrawiam,
Ania/ Kosmetykoholizm

czwartek, 11 września 2014

LIPS ON TOP ! Celia

Hej :)

Nowości pomadkowych nigdy za wiele :)
W zupełności  nie przeszkadza  mi fakt, że większość posiadanych przeze mnie pomadek jest w zbliżonych odcieniach. Takie najbardziej lubię.

Pierwszy raz tą pomadkę widziałam już jakiś czas temu w drogerii Koliber :) Niestety / Na szczęście nie miałam wtedy ze sobą portfela i obeszłam się smakiem :). Niedawno znów odwiedziłam Koliberka. Chyba po długiej przerwie, ponieważ Pani Ekspedientka, widząc mnie, stwierdziła, że dawno mnie nie było i w ogóle zostałam namierzona jako blogerka :)
Wybrałam kolor 2, jest bardzo zbliżony do mojego koloru ust, bardzo ładnie go podkreśla :)
Kupiłam w cenie 10,99? A teraz widzę, że są w gazetce promocyjnej ( KLIK KLIK) za 8,99 zł i pewnie się przejdę po jakiś jeszcze kolorek. W ogóle to otwierają Koliberka też w Makowie :) Jupijajej ;)

Wracając do pomadki. Ma formę kredki, ale jest wykręcana, nie trzeba jej temperować.  Gładko rozprowadza się na ustach, jest dobrze napigmentowana. Nie jest bardzo nawilżająca, powiem wręcz, że niektórych mogłaby wysuszać, ale u mnie nic takiego się nie dzieje. Daje ładne, matowo- kremowe wykończenie. Długo utrzymuje się na ustach. Jest piękna. Zresztą - zobaczcie sami :)
Bardzo się cieszę, że Celia wypuszcza co raz to lepsze produkty do makijażu i to w bardzo przystępnych cenach. Żałuję tylko, że ich produkty są tak słabo dostępne i mam nadzieję, że się to zmieni w najbliższym czasie :)










Informacje od producenta:

Pomadki w kredce Celia ON TOP
10 modnych kolorów z matowym lub błyszczącym wykończeniem. Do stosowania jako pomadki lub konturówki do ust. Specjalny kształt sztyftu gwarantuje precyzyjną aplikację. Odżywcza formuła: roślinne olejki + masło shea.






Pomadki możecie też kupić w SKLEPIE DAX :)

Jak się Wam podoba? Macie już jakąś?

Pozdrawiam,
Anna / Kosmetykoholizm