×

ZABIEG KWASEM W DOMU | KWAS MIGDAŁOWY, KWAS AZELAINOWY | ORGANIQUE, BIELENA, NUXE, PAT&RUB

Hej,

W minioną sobotę znalazłam chwilę dla siebie. Ostatnio ciężko o takie chwile, ale... Juniorek zdrzemnął się wczesnym po południem a ja poczułam, że muszę choć na chwilę odpocząć i stwierdziłam, że nałożę sobie kwas i zrobię sobie w ogóle taki pełen zabieg pielęgnacyjny dla twarzy. W jego trakcie, leżąc już z maską algową na japce, pomyślałam, iż napiszę dla Was post o tym jak to u mnie wygląda :) W sumie dzisiaj pokażę Wam tylko używane produkty a ich właściwe recenzje pojawią się w swoim czasie :)




Zabieg zaczynamy od pełnego demakijażu. W sobotę akurat nie miałam makijażu na twarzy, więc ograniczyłam się tylko do spryskania twarzy wodą termalną i wytarciu jej do sucha wacikiem.

1. KWAS



   Pokazywałam Wam kwas migdałowy z Organique, który kupiłam na targach LNE&SPA w Krakowie. ( Teraz żałuję, iż nie wzięłam jeszcze glikolowego).
Tak dokładniej to kwas migdałowy i kwas azelainowy. Butelka tego z Organique posiada pompkę. Nakładam produkt na pędzel ( taki przeznaczony do podkładu) i tym pędzlem rozprowadzam go po twarzy. Na całą twarz schodzi mi mniej więcej 3 pompki. Zostawiam kwas na twarzy na jakieś 10 minut ( a czasami 15 ) i w międzyczasie przygotowuję neutralizator


2. NEUTRALIZATOR




   Nie mam specjalnego kosmetyku do tego przeznaczonego. Neutralizator robię poprzez rozpuszczenie 1 płaskiej łyżeczki sody w 1/2 - 3/4 szklanki przegotowanej letniej wody.
Po 10-15 minutach od nałożenia kwasu biorę gąbeczkę celulozową i zmywam kwas najpierw ciepłą wodą uważając, by nic nie dostało się do oczu. Nie wiem czy inne kwasy też trzeba wpierw zmywać wodą ale ten z Organique trzeba :)
Następnie nasączam płatek kosmetyczny moim domowym neutralizatorem i przecieram twarz kilka razy. Na koniec jeszcze raz zwilżam gąbeczkę wodą i przemywam delikatnie twarz.


3. MASKA ALGOWA



   Kolejnym krokiem w moim domowym zabiegu jest maska algowa.
W tą marki Bielenda Professional również zaopatrzyłąm się na targach LNE&SPA, ale wcześniej miałam kilka saszetek tej maski. Ostatecznie wybrałam tą z komórkami macierzystymi.
Producent sugeruje aby maskę przygotować z 2,5 miarki produktu ( miarka dołączona jest to opakowania), moim zdaniem w zupełności wystarczy 1 miarka z małą kopką. Wsypuję proszek do filiżanki i zalewam ją 25 ml zimnej wody mineralnej ( jeżeli w trakcie mieszania widzę potrzebę dolania wody - dodaję jeszcze 2-3 ml). Do tego celu możemy użyć również hydrolatu ( chyba mam jeszcze lipowy - następnym razem wypróbuję). Maskę musimy dokładnie wymieszać aby powstała jednolita papka i, co najważniejsze, od razu po przygotowaniu nakłądać ją na twarz.
Maskę mieszam pędzlem do farby do włosów. Dobrze z niego się maska wypłukuje.
Po nałożeniu maski grubą warstwą na skórę możemy iść się wygodnie położyć na 20-30 minut. Ach! Przed położeniem się - radzę usunąć maskę z miejsc, gdziem mamy włosy - czyli brwi, skronie - bo później będzie bolało ;)
Maska zastyga na twarzy tworząc żel? glutka? Taką fajną powłokę :)
Ściągamy ją z twarzy i cieszymy się gładziutką, mięciutką i nawilżoną skórą. W miejscach, gdzie była cieńsza wartwa, maska nam nie zejdzie więc zmywamy resztki wacikiem zwilżonym wodą.


 4. SERUM



   Na taką przygotowaną buźkę nakładamy swoje ulubione serum lub olejek. Z olejkami do twarzy mam nieco trudną relację, wybieram więc serum.
Tym razem padło nawet na dwa.
Najpierw nałożyłam ekoAmpułkę 2 ANTI-AGING z Pat&Rub ( KLIK ). Serum świetnie się rozprowadza i potrzebuje chwilki na wchłonięcie, więc przy okazji wykonuję również delikatny masaż twarzy i szyi. W trakcie masażu serum całkowicie się wchłanie i nie pozostawia na twarzy żadnej warstwy czy filmu. Pod oczy wklepałam niewielką ilość ekoAmpułki 5 POD OCZY ( KLIK ). Tej mam na razie tylko próbkę.
Stwierdziłam, że nałożę na buźkę coś jeszcze. I wybór padł na serum nawilżające Serum Creme Fraiche de Beaute NUXE. 1-2 pompki rozsmarowałam na całej twarzy, szyi i również pod oczami :)


   I tak właśnie wyglądał mój domowy zabieg. Po całym seansie cera miała bardzo ładny koloryt, była miękka i nawilżona. To efekt natychmiastowy a jak będzie z tym długotrwałym, to się okaże za jakiś czas. Na pewno dodatkowo zrelaksowałam się w tym czasie i naładowałam swoje akumulatorki na dalszą część dnia, bo oczywiście Juniorek szybko się zbudził i trzeba było wracać do codziennych obowiązków. Przynajmniej z piękniejszą twarzą :)

   Polecam Wam taką chwilę dla siebie :) A może Wy mi coś jeszcze polecicie?
Oczywiście gorąca i pachnąca kąpiel to mój ulubiony weekendowy rytuał :) ale może macie coś jeszcze w zanadrzu?

Buziaki,
Ania | Kosmetykoholizm.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Kosmetykoholizm , Blogger